Obserwatorzy

środa, 29 lutego 2012

Rozdział II

- Mamo ?- zapytała Marry- co zrobimy z psem ? Na pewno nie oddamy go do schroniska, zmarnuje się.
- Myślałam ,ze dam ci go na urodziny. - Pani Dobrev odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
- Ale ja nie chce psa . Mam już dość obowiązków . .
- Jak chcesz ale jak w ciągu 2 tygodni nie znajdziemy mu nowego domu zostanie z nami. Od dawna planowałam kupno czworonoga. Spadł jak gwiazdka z  nieba .
Marry nie wiedziała co o tym myśleć. Nigdy nie miała psa i nie wiedziała jak sobie poradzi.
Mijały dni .. Dziewczyna szukała właścicieli w internecie i rozdawała ulotki. Pomagała jej w tym dobra przyjaciółka Lili.
- Słuchaj, a może to nie taki zły pomysł. Mam psa wiem z własnego doświadczenia ,że to nie jest duży kłopot. 
- Lili, mówiłam ci już ,że nie poradzę sobie. Pies to nie zabawka. Nawet nie wiem jak mam go wychowywać.
- Z moim psem dogadujesz się doskonale, dlaczego więc nie masz dać sobie rady z tym psem ?
- Aresa widuje tylko czasami. Co innego dogadywanie i wychowywanie. - odpowiedziała.
- Dobra, jak chcesz Marry. Idę do domu, mama na mnie czeka.
Marry wzięła szybki prysznic. Po wyschnięciu postanowiła ,, zagadać '' do psa.
- Czujesz już się lepiej ? - zapytała
Pies pomachał tylko ogonem i potykając się o jej ciuchy znajdujące się na podłodze zmierzał w kierunku Marry. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko.
- Może nie jesteś aż taki zły, co nie piesku ?
Zauważyła ,że pies okazał się suczka. Rozmyślała nad imieniem dla psa. Myślała, myślała, pytała się rodziny i w końcu wymyśliła  - Maja. Krótkie, zwięzłe no i ładne. 
- Idealne ! Mamo- zwróciła się do Lucy - może jednak pies zostanie z nami ? Polubiłam ja. Jeśli nie poradzę sobie z nią, ty dasz mi wskazówki. 
- Przemyślałaś wszystko dokładnie ?
- Tak mamo, zaplanowałam już nawet rozkład dnia. Patrz o tutaj !
Marry podbiegła do szafy pokazując kartkę A4 z wypisanymi punktami.
- Więc nie widzę problemu. - Pani Dobrev uścisnęła serdecznie córkę.
Łapa psa zdrowiała. Gdy wszystko było ok Marry poszła z Mają na pierwszy długi spacer do lasu.
Pies aportował, biegał i skakał po kałużach. W pewnym momencie Marry ujrzała wielkiego doga niemieckiego biegnącego radośnie wprost na nią. Za wielkim psem biegł czerwony ze zmęczenia chłopak. Miał czarne włosy i wielkie niebieski oczy. W ręce trzymał skórzaną smycz. Zanim Marry krzyknęła pies leżał na niej.
- złaź ze mnie głupi psie ! - krzyknęła Marry - jestem cała brudna !
- Brutus złaź, ale już ! przepraszam zwykle się tak nie zachowuje- spojrzał dziewczynie głęboko w oczy z lekkim uśmiechem na twarzy.
- zwykle ? ale teraz się tak zachował ! spójrz tylko na mnie, jestem cała w błocie ! Jak mam doprać tą wielką plamę z nowej bluzy ?!
- proszek E wszystko załatwi- rzucił żartobliwie.
- mi nie jest do śmiechu.. - odpowiedziała idąc w stronę domu.
- Nawet się nie znamy- Dave jestem, a ty ?
- Marry, miło mi- mruknęła z grymasem na twarzy.
- Mieszkam o tu, niedawno się przeprowadziłem.- chłopak wskazał palcem na niewielki dom otulony gałęźmi modrzewiu. Zbudowany był z kamienia.  Na podjeździe stał srebrny samochód osobowy.
- a ty ?
- za siedmioma górami, wiesz ? Słuchaj muszę iść do domu. Na przyszłość uważaj z tym swoim potworem.
Po powrocie do domu i chwili rozmowy z tatą James' em i najstarszą siostrą Isabel wróciła do swojego pokoju ,by poczytać książkę.
- co to w ogóle jest ? jakaś dziwna ta książka- powiedziała rzucając ją na podłogę. - Maja co myślisz o spotkaniu z Lili ? - spytała radośnie szukając w kieszeni swojej komórki.
Okazało się ,że komórka przepadła. Przeszukała pokój, kuchnie i łazienkę. Nigdzie jej nie było. Przypomniała sobie jeszcze o wypadku w lesie.
- na pewno tam jest .. Chodź Maja, idziemy szukać. Byli na miejscu po 15 minutach. Co chwile myślała ,że widzi telefon.  Niestety.. były to fałszywe znaki. Najczęściej okazało się ,że widziała zwykły patyk. Słońce zaczęło zachodzić, a czarne chmury zbierać się na niebie.
- O nie .. Jeśli telefon się zmoczy będzie po nim ! Szybko biegniemy do tego całego Dava.
Wzięła smycz i biegła jak najszybciej. Chwile później znalazła się u chłopaka na ganku. Pukała, pukała aż ktoś wreszcie otworzył.
- o cześć Marry !- przywitał się wesoło Dave.
- nie czas na rozmowy. Zgubiłam telefon i to na pewno przez Brutusa. Zbierają się czarne chmury. Musimy go szybko znaleźć.
 Dobiegli na miejsce. Zaczęli przekopywać wszystkie liście, gałązki i krzaki. Oboje byli zdenerwowani. Psy w tym czasie bawiły się jakby się znały od lat.
- Widzę !- krzyknął Dave.
- no wreszcie. - dziewczyna podbiegła łamiąc wszystkie gałązki.- dziękuje.- uśmiechnęła się i schowała szybko telefon do kieszeni.
Gdy wracali do domu złapał ich okropny deszcz.
- Marry ! może przeczekamy deszcz w moim domu ?
- Skoro proponujesz.. Więc chodźmy !

________________________________________________________________

Koniec II rozdziału :)  Mam nadzieje ,że się Wam podoba :P
Pozdrawiam









wtorek, 28 lutego 2012

Rozdział I

- Marry wstawaj !- szybkim ruchem mama Marry- Lucy odsłoniła firany, tak by promienie słońca padały na twarz śpiącej dziewczyny.- jest już 7. Nie wypada spóźnić sie ostatniego dnia szkoły.
-Już mamo wstaje ..  - dziewczyna  wstała z łóżka i ruszyła do łazienki ubrać się i umyć
Ubrała swoje ulubione granatowe jeansy i rozciągnięty, czarny sweterek. Szybkim krokiem zbiegła na śniadanie. Jak co dzień jadła w gwarze domowników, patrząc jak starsza siostra Alice z apetytem wcina pizze. Znudzona bawiła się solą czekając jednocześnie na tosty. Jej proste jak drut jasno brązowe włosy opadały na stół. Pojadła chwile, po czym wyszła z domu rzucając krótkie ,, cześć  '' .
Jak zawsze szła samotnie przez park do szkoły podśpiewując sobie pod nosem tekst piosenki Nirvany
-  I'm so happy
Cause today I found my friends
They're in my head
I'm so ugly
But that's ok, 'cause so ar ...
Nagle usłyszała skomlenie psa. Podeszła do kładki łączącej dwa brzegi rzeki Vinar.
Ujrzała psa. Był rasy Golden Retriever. Jego głęboko brązowe, proszące o pomoc oczy nie dawały spokoju Marry.
- Pomoge ci mały, przecież zakończenie gimnazjum nie zdarza sie raz w życiu- powiedziała ironicznie oglądając przy tym psa. - Czyżbyś złamał łape ? Nie moge cie tak zostawić, dzwonie po mamę.
Wyciągnęła szybko Black Berry i wybrała numer. Po 15 minutach przyjechała mama dziewczyny i odwiozła psa do weterynarza.
Po powrocie z zakończenia roku szkolnego, nastolatka pojawiła się w domu. Zdyszana zwróciła sie z pytaniem do Alice - gdzie jest pies ? co z nim ?!
- spokojnie Marry, nie masz czym sie martwić. Pies ma zwichniętą łape. To nic poważnego, lezy w twoim pokoju.
Nie patrząc na nic Marry zaszła do swojego małego kącika.


______________________________________________________________________________

Na razie krótko ;-) Mam nadzieje ,ze się Wam spodobało, pozdrawiam ;-)